Megablast on tour 3: Next Level Summer Drift Camp 3

  • Wrzesień 20, 2019

W zeszły weekend byliśmy na najbardziej otwartej z zamkniętych imprez. Nietypowy wstęp prawda? Wszystko wyjaśnię niżej, ale zacznijmy od początku. Około dwa miesiące temu dostaliśmy zaproszenie od Next Level na pewną imprezę driftingową odbywającą się w jednym z Polskich miast. Oczywiście nie mogliśmy jej przegapić dlatego gdy przyszedł czas nasz Megablastowy bus był już pełen opon oraz wszystkiego co mogłoby się przydać przez weekend. Ja miałem dołączyć na trasie swoją Silvią. Szybkie Pakowanie, zakupy w monopolowym, tankowanie i….i nissan postanowił zrobić to co robi najlepiej czyli nie działać. Na stacji benzynowej stracił ładowanie przez osad na klemach. Całe szczęście, że sytuacja miała miejsce w moim rodzinnym mieście, z pomocą przyjechała moja mama razem z papierem ściernym i kluczem “dziesiątką”.

Całość jednak trwała dłuższą chwilę, więc niczym samotny jeździec obrałem kierunek na Toruń. W klasycznym dla siebie stylu przyjechałem już prawie na gotowe, Seba z Kubą zdążyli wybrać najlepszą miejscówkę z prądem pod latarnią i rozłożyć większość rzeczy.

Żelazna zasada imprez pod namiotem jest żeby rozłożyć namiot zanim zacznie się pić na szczęście całej ekipie to się udało więc można było zaczynać imprezę.

Znacie to uczucie kiedy goście na imprezie dzielą się na grupki? Okazało się, że interesując się o czym dane grupki rozmawiają można trafić na naprawdę ciekawą rozmowę. I tak oto tej nocy dowiedziałem się, że jeden z obecnych tam ziomków buduje samochód z napędem gwiazdowym (oszczędzę wam googlowania, chodzi o silnik z helikoptera), dowiedziałem się co nieco o technologi produkcji nowych felg i odkryłem pyszne piwo na bazie herbaty.

Niestety w nocy już nie było tak przyjemnie, gdy obudziłem się gdzieś nad ranem czułem wychłodzoną każdą część swojego organizmu. Zabrałem ze sobą to w czym spałem czyli dres, śpiwór, dwie bluzy i koc i postanowiłem iść spać do nagrzanego auta. Pomysł był dobry, zapomniałem jednak że mam nissana który oczywiście nie odpalił, na szczęście dobrze jest mieć kolegę, który jeździ miatą i można się do niego przytulić. Drugi dzień upłynął pod znakiem ostrego upalania. Co do samochodów nie będę się rozpisywał bo uważam, że to co się komu podoba to indywidualna sprawa, jednak moją uwagę przyciągnęło szare S13 Kamila z Fatclan’u. Auto absolutnie genialne, wpisujące się w styl z początku wieku wyposażone tak jak lubimy czyli w oryginalne i ciekawe części prosto z Japonii (Kamil ma od nas felgi 🙂 ).

Trzeci dzień był nieco stresujący dla mnie i mojego nissana. W trakcie nocnej integracji połączonej z dużą ilością napojów wyskokowych rozmawiałem z Michałem. Michał ma szarego poloneza i zarzekał się, że ma dość mocy by podnieść trójkę, ja skwitowałem tylko “jak polonez podniesie trójkę to wyjeżdżam silvią na tor”, no i podniósł….na moich oczach. Słowo się rzekło więc przekazałem stery Sebastianowi a on zrobił resztę, fajnie było chociaż świadomość że podczas spinu lecą w twoją stronę co najmniej 3 samochody jest mocno stresująca.

Dlaczego uważam, że to najbardziej otwarta z zamkniętych imprez? Bo co roku przekonuje się jak bardzo otwarte jest środowisko, które tą imprezę tworzy mimo zarzutów, bycia mocno hermetycznym. Rób to co kochasz najlepiej jak potrafisz, dopracuj swój samochód, ćwicz umiejętności za kółkiem a na pewno dostaniesz zaproszenie. Nam się bardzo podobało, dziękujemy i do zobaczenia!

Dziękujemy Kubie Korczakowi (Dark Cartel na FB) za fotki, które kilka z nich znajduje się w tekście

Back to top